W sobotę wyruszam na moją drugą wyprawę do Kenii!
Będę tam 7 tygodni.
Pierwszy tydzień spędzę w stacji misyjnej Komotobo, która leży w południowo-zachodniej Kenii, blisko granicy z Tanzanią, na terenach plemienia Kuria. Stacja została zbudowana przez misjonarzy szwedzkich na początku lat 70-tych.
Misja prowadzi dom dziecka (23 dzieci), szkołę dla niedosłyszących ( 80 dzieci), internat i szkołę dla dzieci niepełnosprawnych ( 30 dzieci), a poza tym szkołę podstawową i średnią.
Potem 6 tygodni pracy na wioskach w okolicy miasteczka Homa Bay, położonego nad jeziorem Wiktorii. Będę tak jak w zeszłym roku pracował jako "jeepdoctor", tzn. prowadząc przychodnię na kółkach.
Wizją tego projektu organizacji Rotary Doctors Sweden jest danie możliwości do podstawowej opieki zdrowotnej małym społecznościom (wioskom) , gdzie nie ma dostępu do jakiejkolwiek opieki medycznej. ( Wizja: "Where there is no doctor.")
Zapraszam do czytania mojego blogu w tym roku!
niedziela, 27 maja 2012
sobota, 25 lutego 2012
piątek, 2 września 2011
PRZYSZŁOSC REMI I MOJE URODZINY
Przypominacie sobie moją modlitwę i słowa wiary wysłane w sms do siostry Karoliny tej nocy, gdy w modlitwie walczyliśmy o jej życie.
Napisałem wtedy do siostry: „Bóg już raz Remi uratował. Wierzę, że śmierć nie jest Bożym planem dla niej, ale Bóg przygotował jej bardzo dobrą przyszłość !”

![]() |
| Siostra Karolina przesłała mi w mailu te 2 zdjęcia niemowlęcia. Pragnę się z wami podzielić moją radością. Remi ma się bardzo dobrze, lubi jeść i waży już ponad 8 kg. |
Kilka tygodni temu, wpadłem na pewien pomysł: chcę pomóc Remi, aby miała dobrą przyszłość.
"W Kenii dla sieroty dziewczynki, która nie ma żadnego wsparcia rodziny i krewnych, podstawą do godziwego życia w przyszłości jest zdobycie dobrego wykształcenia" - tak mówi siostra Karolina. Za wszystkie szkoły trzeba tu płacić. Opłaty za szkołe podstawową i średnią to już duże wyzwanie i obciążenie finansowe dla większości rodzin, a na studia na uniwersytecie stać już nielicznych.
W ostatni poniedziałek założyłem konto oszczędnościowe w banku Nordea.
Cel: zaoszczędzenie środków, które - za około 6 lat - pomogą zapłacić za wykształcenie Remi.
Za kilka dni mam okrągłe urodziny ( pewnie większość z was wie, ile już dziesiątek wiosen przeżylem! :-) Może niektórzy z was zastanawiają się, jaki mi kupić prezent. Największą radość sprawicie mi, gdy zamiast na jakąś rzecz, przekażecie sumę, za jaką myśleliście kupić prezent, na konto na opłacenie edukacji Remi.
Czujcie się w tym oczywiście wolni.
Może nie znasz mnie osobiście i nie masz pojęcia, kiedy i które mam urodziny, ale czujesz , że chciałbyś pomóc Remi. Będę w jej imieniu bardzo wdzięczny za każdą nawet niewielką kwotę.
Zresztą nie o sumę tu najbardziej chodzi. Najbardziej będę się cieszył z tego, że nie tylko ja sam, ale my razem będziemy mogli przysłużyć się do tego, aby ona miała lepszą przyszłość.
Już teraz siostra Karolina zwraca się do Remi: Dr Remi junior!
Może tak kiedyś będzie, że Remi będzie miała również dzięki tobie możliwość studiowania na Uniwersytecie! Ona będzie Tobie wdzięczna! Ja będę Ci dziękował, że wsparłeś mnie w tym planie! Bóg podziękuje Ci, że pomogłeś sierocie i byłeś jednym z ludzi, których on użył , aby zapewnić temu dziecku przyszłość!
Jesli chcialabys / chcialbys wesprzec mnie w tym projekcie - skontaktowuj się ze mną na e-mail: remik.dubik@gmail.com . Dziękuję!
piątek, 26 sierpnia 2011
SIOSTRA KAROLINA
Wkrótce opiszę życie tej niesamowitej kobiety, która poświęciła swoje życie, aby służyć sierotom. Bóg mimo różnych trudności doprowadził ją do miejsca powołania. Dziś ma pod swoją opieką 211 dzieci.
piątek, 19 sierpnia 2011
16 CZERWIEC - DZIEN AFRYKANSKIEGO DZIECKA
Międzynarodowy Dzień Dziecka Afrykańskiego ( Day of the African Child ) - święto obchodzone corocznie 16 czerwca. Dzień ten przypomina masakry dzieci w Soweto koło Johannesburga w RPA, dokonane w r. 1976 przez tamtejszy reżim rasistowski, gdy tysiące dzieci murzyńskich wyszło 16 czerwca na ulicę w proteście przeciw niskiemu poziomowi edukacji i żądając prawa do nauki w swoim języku. Policja zastrzeliła wtedy wiele chłopców i dziewcząt, a w ciągu kolejnych dwóch tygodni zajść zabiła w sumie ponad sto osób, a ponad tysiąc zraniła.
http://www.youtube.com/watch?v=9rpiCKFfc-I
"Oto dzieci są darem Pana" Ps.127.3
niedziela, 14 sierpnia 2011
SAFARI
Park jest potężny, sawanna, wiele razy dech mi zapiera: Boże jak Ty to cudownie stworzyłeś!!!
REMI - CUDA SIE ZDARZAJA
Po całym dniu przyjmowania pacjentów w jednej z wiosek, które były pod naszą opieką, wrócilismy do domu. Spocony i zmęczony, wskakuję pod zimny prysznic i potem w pośpiechu wrzucam w siebie sałatkę owocową. Zwykle po pracy idę do dzieci w domu siostry Karoliny. Jest już koło 17 , więc niewiele czasu, bo o 19 nagle robi się zupełnie ciemno. Po zapadnięciu zmroku trzeba już być w swoim domu, bo zbyt niebezpiecze jest chodzenie wtedy po mieście.
Bawię się chwilę z dziećmi. Ich ulubioną zabawą jest przygotowywanie dla mnie „podwieczorku” z piasku i kwiatów. Kucamy i udajemy, że bardzo, bardzo pyszny dziś mamy podwieczorek; a ja dziękuję im, że tak wspaniale mnie ugaszczają i wszyscy się zaśmiewamy.
Miasto Homa Bay, w którym mieszkam, leży ok.100 km od granicy z Tanzanią i jest to znany szlak przerzutowy dla handlu dziećmi. Dzieci są porywane lub sprzedawane przez rodziców, później przez łańcuch pośredników przekazywane dalej, przemycane przez granicę. Potem sprzedaje się je do adopcji, do celów rytualnych (tzn. są zabijane na ofiarę dla bożków i duchów – szczególnie dzieci albinoskie są w cenie) lub stają się niewolnikami ( do pracy lub wykorzystywań seksualnych).
Dziewczynka zostaje w domu dziecka, a siostra razem z urzędnikiem i tą kobietą jadą na policję.
Miejscowy sąd postanowia, że dziewczynka pozostanie pod opieką siostry Karoliny.
Siostra wybiera dla niej imiona: Agneta ( po mamie siostry ), Katarina ( po przyjaciółce siostry ), a trzecie imię...nie uwierzycie ... to Remi ( dostała po mnie, bo ja w Afryce jestem Dr Remi ). Wszyscy używają jej trzeciego imienia i zwracają się do niej: Remi.
Kilka dni poźniej Remi traci apetyt, oddycha ciężko. Siostra zabiera ją do miejscowego szpitala, gdzie rozpoznają zapalenie płuc. Dostaje anybiotyki w zastrzykach domięśniowych. W ciągu dnia stale z Remi jest w szpitalu jedna ze starszych dziewczyn mieszkających w domu, a noce siostra dzieli z Mareą.
Jestem zdruzgotany.... Obiecuję siostrze, że będę się razem z nią modlić o Remi. Czuję taki ból wewnątrz mnie, płaczę i modlę się....
„Ta mała dziewczynka , choć ma tylko 3 tygodni, wiele już przeżyła. Nie ma rodziców –została przez własną mamę sprzedana lub od niej porwana.... Cudem już została uratowana z rąk przemytników, przed przyszłym życiem być może jako niewolnica uwięziona w domu publicznym dla bogatych białych klientów...... Nie nie wierzę, żeby teraz był czas na jej śmierć.”
Płaczę w bólu mojego serca. Piszę do siostry smsa: „Bóg już raz Remi uratował. Wierzę, że śmierć nie jest Bożym planem dla niej, ale Bóg przygotował jej bardzo dobrą przyszłość !”
Wysłałem też smsy do moich przyjaciół w Polsce i Szwecji z prośbą o modlitwę o Remi. Siostra Karolina dziekuje mi za zachęcenie i modlitwę.
Następnego dnia dostaję smsa od niej: „Remi jest wciąż 50/50.... dalej potrzebuje tlenu. Módl się.”
Mam stały kontakt z siostrą odnośnie stanu noworodka.
Wyobraźcie sobie moją radość, gdy 3 dni później przychodzi wiadomość: „Remi ma się lepiej, dziś może już oddychać normalnie. Odłączyli jej tlen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”
2 dni później Remi zostaje wypisana ze szpitala. To kolejny cud w jej krótkim trzytygodniowym życiu!
Jestem pewien, że ta mała dziewcznka musi być naprawdę kimś szczególnym. Wierzę, że to sam Bóg - używając rąk nas ludzi -uratował jej życie. Wiem, że Bóg przygotował jej bardzo dobrą przyszłość.
Odwiedzam małą Remi w szpitalu ( jej pierwsze zapalenie płuc).
Pod dom podjeżdża samochód. To miejscowy urzędnik do spraw dzieci, tzw. children officer. W jego samochodzie siedzi kobieta z małym noworodkiem, śliczną dwutygodniową dziewczynką. Kobieta twierdzi, że ktoś zostawił dziecko w poczekalni szpitala, więc ona je sobie wzięła. Ani Siostra Karolina , ani urzędnik nie wierzą w to, co ta kobieta im opowiada.
Miasto Homa Bay, w którym mieszkam, leży ok.100 km od granicy z Tanzanią i jest to znany szlak przerzutowy dla handlu dziećmi. Dzieci są porywane lub sprzedawane przez rodziców, później przez łańcuch pośredników przekazywane dalej, przemycane przez granicę. Potem sprzedaje się je do adopcji, do celów rytualnych (tzn. są zabijane na ofiarę dla bożków i duchów – szczególnie dzieci albinoskie są w cenie) lub stają się niewolnikami ( do pracy lub wykorzystywań seksualnych).
Dziewczynka zostaje w domu dziecka, a siostra razem z urzędnikiem i tą kobietą jadą na policję.
Maluszek wygląda bardzo zdrowo - czysty, ładnie ubrany. W domu siostry opiekowaje się nim 60-letnia emerytowana pracownica socjalna Marea , która mieszka razem z dziećmi i siostrą i pomaga im.
Siostra wybiera dla niej imiona: Agneta ( po mamie siostry ), Katarina ( po przyjaciółce siostry ), a trzecie imię...nie uwierzycie ... to Remi ( dostała po mnie, bo ja w Afryce jestem Dr Remi ). Wszyscy używają jej trzeciego imienia i zwracają się do niej: Remi.
Kilka dni poźniej Remi traci apetyt, oddycha ciężko. Siostra zabiera ją do miejscowego szpitala, gdzie rozpoznają zapalenie płuc. Dostaje anybiotyki w zastrzykach domięśniowych. W ciągu dnia stale z Remi jest w szpitalu jedna ze starszych dziewczyn mieszkających w domu, a noce siostra dzieli z Mareą.
Po kilku dniach stan dziewczynki poprawia się, i zostaje wypisana ze szpitała!
Tego dnia opuszczam Homa Bay .Wyjeżdżam do stacji misyjnej w Migori ( ponad 100 km stąd, na granicy z Tanzanią).
O pierwszej w nocy dzwoni telefon! Siostra Karolina drżącym głosem opowiada, że Remi znowu ma kłopoty z oddychaniem, ale tym razem jest dużo gorzej. Remi już jest w szpitalu i musiano jej dać do oddychania tlen. Noworodek jest w poważnym stanie. Siostra wątpi, czy Remi przeżyje.Jestem zdruzgotany.... Obiecuję siostrze, że będę się razem z nią modlić o Remi. Czuję taki ból wewnątrz mnie, płaczę i modlę się....
„Ta mała dziewczynka , choć ma tylko 3 tygodni, wiele już przeżyła. Nie ma rodziców –została przez własną mamę sprzedana lub od niej porwana.... Cudem już została uratowana z rąk przemytników, przed przyszłym życiem być może jako niewolnica uwięziona w domu publicznym dla bogatych białych klientów...... Nie nie wierzę, żeby teraz był czas na jej śmierć.”
Płaczę w bólu mojego serca. Piszę do siostry smsa: „Bóg już raz Remi uratował. Wierzę, że śmierć nie jest Bożym planem dla niej, ale Bóg przygotował jej bardzo dobrą przyszłość !”
Wysłałem też smsy do moich przyjaciół w Polsce i Szwecji z prośbą o modlitwę o Remi. Siostra Karolina dziekuje mi za zachęcenie i modlitwę.
Następnego dnia dostaję smsa od niej: „Remi jest wciąż 50/50.... dalej potrzebuje tlenu. Módl się.”
Mam stały kontakt z siostrą odnośnie stanu noworodka.
Wyobraźcie sobie moją radość, gdy 3 dni później przychodzi wiadomość: „Remi ma się lepiej, dziś może już oddychać normalnie. Odłączyli jej tlen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”
2 dni później Remi zostaje wypisana ze szpitala. To kolejny cud w jej krótkim trzytygodniowym życiu!
Jestem pewien, że ta mała dziewcznka musi być naprawdę kimś szczególnym. Wierzę, że to sam Bóg - używając rąk nas ludzi -uratował jej życie. Wiem, że Bóg przygotował jej bardzo dobrą przyszłość.
Odwiedzam małą Remi w szpitalu ( jej pierwsze zapalenie płuc).
"Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją." Jeremiasza 29.11
Subskrybuj:
Posty (Atom)


