poniedziałek, 8 października 2012

Raport 2012 / Report 2012


W końcu napisałem wymagany przez Rotary Doctors raport - podsumowanie mojej tegorocznej pracy w Kenii. Jeden z punktów to statystyka - liczba pacjentów, diagnozy. Oto kopia części mojego sprawozdania. Daje pewien obraz, jak wygląda praca "jeepdoktora".  Dla zainteresowanych!

" Period: 12th ofjune - 20th of july 2012

Total number of patients: 842 ( 328 children under the age of 5)

Diagnosis:
malaria 37%, common cold 24% , muscle and joint pain 6%, malnutrition 3,5%, wounds and skin infections 6%, abdominal pain 4%, fungal infection 3%, urinary tract infections 2%, asthma 2%, bronkitis 2%, diarrea 1,3% and few cases(less than 1%) of: anemia, weakness of the body, hemmoroides, breast cancer, epilepsy, toothache, vaginal discharge, eczema, lymphadenitis, external otitis, tonsillitis, scabies, typhoid fever, testicle tumour, schistosomiasis, tumour of the jaws, pneumonia, constipation, sinusitis, abdominal mass, chicken pox, allergy, inguinal hernia, headache, hypertension.

We sold 92 mosquito nets

We took following tests:

malaria - Parachecks: 447 ( 190 were positiv)
HIV tests: 85 ( 18 were positv)"

niedziela, 26 sierpnia 2012

6 byków nie pomoże, gdy jeep nie dał rady



Wioska Ndere leży nie tak daleko od miasta,  pół godziny jazdy jeepem. Nie ma do niej żadnej drogi. Zwykły osobowy samochód nie poradziłby sobie. Jeepem z napędem na 4 koła, jak na przykład naszą Toyota Hillux, można dojechać w porze suchej. Bardzo trudne, często niemożliwe jest przedarcie sie przez grzęzawiska i podmokłe, glinaste łaki w porze deszczowej.


niedziela, 29 lipca 2012

Panie Janie - dzieci siostry Karoliny



Rok temu śpiewałem z dziećmi często te piosenki.

Minął rok. Rozmawiałem z dziećmi kilka razy, ale nie śpiewałem z nimi "Panie Janie" czy "Sto lat" od zeszłych wakacji.

W tym roku,w pierwszy dzień w Homa Bay, pojechałem z siostrą Karoliną odebrać dzieci ze szkoły. Wróciliśmy do domu, dzieci wysiadły z auta i zaczęły śpiewać!!!

Zaniemówiłem!!! Niesamowite, że dzieci mają taką pamięć! Nie tylko zapamiętały melodie, ale całe polskie teksty - i jak wyraźnie! Nawet polskim przedszkolakom nie jest łatwo zaśpiewać wyraźnie:
".... na spacery wychodziła, innym żabkom się dziwiła, re re kum kum..."

czwartek, 26 lipca 2012

TACK KUBA! (Dziękujemy Ci Kuba!)


W zeszłym tygodniu odwiedziłem dom dziecka prowadzony przez Siostry Benedyktynki. Dom został zbudowany i  jest wspierany przez chrześcijan z Malty. Pojechałem tam z siostrą Karoliną. To tylko kilka kilometrów od miasta Homa Bay.
Siostry opiekują się tu 67 sierotami – dziećmi w wieku od kilku miesięcy do 10-11 lat.

            Dzieci od razu przybiegły, gdy zobaczyły  nasze auto. Wysiedliśmy. Wszystkie dzieci chciały uścisnąć moją rękę, a że byłem razem z siostrą Karoliną, to od razu witały mnie: „Welcome father!” Siostra wyprowadziła ich z błędu i przedstawiła mnie: "to jest doktor Remi".
Po chwili przyszła uśmiechnięta dyrektor domu. Oprowadziła nas po całym terenie – nowe budynki, bardzo zadbany teren – ładne trawniki, czysto. Dzieci nie odstępowały nas na krok. Gdy wyciągnąłem mój aparat, zaczęły krzyczeć i przepychać się, każde dziecko chciało być na zdjęciu.
Kuchnia: Dyrektor domu rozmawia z siostrą Karoliną

Podziękowaliśmy za pokazanie domu. Było już późno – ok. 18.30 - zaczęło się robić ciemno, czas wracać do miasta. 

Sypialnia dla młodszych dzieci

      Wróciłem do mojego domu. Lea, lekarka z Finlandii, z którą pracuję, walczyła z komarami. Chciała poczytać książkę, ale chmury brzęczących owadów nie pozwalały jej na to. W tym roku wyjątkowo ich dużo. Choć mamy siatki w każdym oknie, jest ich mnóstwo też wewnątrz.
Lea  zużyła w saloniku pewnie pół opakowanie Insect killer ( środek owadobójczy w sprayu) w jeden wieczór. Zapaliła dwie świece dymne, aby je odstraszyć. I tak nie dało się tam wysiedzieć. Lepiej pojść do sypialni i czytać książkę w łóżku – pod moskitierą! Zabrałem ze sobą Insect killer i rozpyliłem go w sypialni. Firma produkująca ten spray powinna zmienić jego nazwę! Tak, kilka komarów padło, ale większość nie! Ten spray jest o tyle pomocny, że ogłupia komary – stają się one wolniejsze i po położeniu się do łożka, łatwiej jest pozabijać te komary, którym udało się dostać pod moskiterę.

     Może pomyślisz, że pewnie na jakąś fobię komarową cierpię! Cóż tam komar – bąbel, poswędzi i przejdzie po chwili.
Tak, dokładnie tak jest z naszymi polskimi, niegroźnymi komarami! Przypomnij sobie, że teraz jestem nad Jeziorem Wiktorii, w zatoce gorączki (to dokładnie oznacza nazwa tego miasta Homa Bay). Tutejsze komary ( a dokładniej mówiąc komarzyce) przenosza chorobę malarię! Malaria jest tutaj głównym powodem umieralności małych dzieci. Nawet dorośli mogą poważnie zachorować, a jej mózgowa postać może się bardzo źle skończyć.

Położyłem się. Komary brzęczały blisko moich uszu.Wiedziałem, że one są tylko po drugiej stronie moskitiery, więc bezpiecznie mogłem zasnąć.

       Następnego dnia po pracy poszedłem do domu siostry Karoliny. Siostra martwiła się o dzieci, które wczoraj odwiedziliśmy. Ja nie zwróciłem uwagi na to, że dzieci te nie mają moskiter nad łożkami.
„ Pomyśl, jak te dzieci mogą spać, gdy tyle komarów lata. Za każdym razem, gdy jestem w szpitalu, widzę jakieś dziecko z tego domu sióstr Benedyktynek chore na malarię! Rozmawiałam o tym z siostrą dyrektorką, ale ona mówi, że  nie można było moskiter dostać w sklepach, a drugi problem to to, że nie ma pieniędzy w budżecie domu dziecka na ten cel”- mówiła zatroskana siostra.

Zgodziłem się z siostrą Karoliną. Tak, to bardzo ważne, aby ochronić dzieci przed komarami, aby mogły spać spokojnie, aby mniej z nich chorowało na malarię. Leczenie każdego dziecka kosztuje sporo, więc i dom dziecka zaoszczędziłby na lekach!

Od razu przypomniałem sobie, że przecież mam pieniądze od Kuby!!!
Kuba, chłopiec z Kalisza, który ma wrażliwe serce i bardzo chce pomagać dzieciom – zebrał i zaoszczedził sporą, jak dla chłopca w jego wieku, sumę! Pieniądze te dostałem ostatniej wiosny , gdy odwiedziłem rodzinę Kuby.

Zadzwoniłem do koordynatora Rotary Doctors (organizacji, dla której tutaj w Kenii pracuję) i poprosiłem go o kupienie moskiter!

Jedna moskitera wystarczy dla 3 łóżeczek!

Łóżka piętrowe dla starszych dzieci
Wyobraźcie sobie, że pieniądze Kuby wystarczyły na zakup 40 moskiter!!! Sierot w tym domu jest 67, ale moskitery są na tyle duże, że jedna wystarczy dla  2-3 małych łóżeczek. Moskitery zosłaly zawieszone przez uczniów katolickiej szkoły zawodowej dla stolarzy.


Dziękuję Ci Kuba!!!! Dzięki tobie 67 dzieci może teraz spokojnie spać! Dzięki moskiterom nie będą też one tak często chorować na malarię!
Ten chłopczyk ma na imię: Jan Paweł ( po naszym znanym i kochanym tutaj rodaku!)

Rodzeństwo - dziewczynka ma 12 lat, a chłopiec 10. Trafili do domu dziecka w wieku ok 5 lat, skrajnie niedożywieni - nie potrafili chodzić ani mówić. Dziś choć nieduzi wzrostem, doskonale sobie radzą w szkole.

Dzieci odprowadziły nas do auta śpiewając piosenkę w języku kiswahili - zobacz i posłychaj!
http://youtu.be/7ezG77qUicw

Miniatyrbild

"Czy odmawiałem prośbie nędzarzy i pozwoliłem zagasnąć oczom wdowy? Czy chleb swój sam spożywałem, czy nie jadł go ze mną sierota?" Hioba.31.16-17

niedziela, 8 lipca 2012

Jutro nie będzie ryb na targowisku

Dziś po południu wybrałem się na spacer nad jezioro Wiktorii.

Dom, w którym mieszkam, położony jest na wzgórzu. Wystarczy zejść w dół 20 m i widzisz w oddali wodę.



Dzisiaj zaskoczył mnie inny widok!

Cała powierzchnia jeziora pokryta zielonym kobiercem, jakby niekończąca się łąka!

Słyszałem wcześniej o liliach wodnych, które zarastają jezioro. Kilka lat temu musiano z ich powodu zrezygnować z kursów łodziami pasażerskimi z Homa Bay do oddalonego o około 100 km miasta Kisumu. Inny problem to ślimaki żyjące na tych roślinach i przenoszące larwę pasożyta schistosoma. Kąpiąc się w jeziorze ryzykujesz, że larwy dostaną się do organizmu i mogą spowodować np. krwiomocz, ból przy oddawaniu moczu,  a w niewielu przypadkach poważniejsze komplikacje jak niewydolność nerek. Czytałem w zeszłym roku o projekcie pozbycia się lilli, ale mimo wielkich nakładów nie udało się ich wyplenić.

Gdy stałem dziś na brzegu, nie widziałem w jeziorze wody, a tylko lilje po sam horyzont. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, że to mogą być tak olbrzymie połacie tych roślin.

Lilje uniemożliwiają połowy ryb. Łódki rybaków, którzy mimo wszystko podejmą próbę, mogą ugrzęznąć między korzeniami i liśćmi. Ponoć jakiś czas temu musiano ewakuować helikopterem skrajnie wyczerpanych rybaków, którzy przez tydzień usiłowali uwolnić się z gęstwiny  na jeziorze.

Jutro na miejscowym targowisku niestety nie będzie ryb. To trudny czas dla rybaków i sprzedawców ryb.

Jest jednak nadzieja. Za kilka miesięcy - najprawdopodobniej w grudniu- wiatry i prądy wodne przeniosą lilje w inną część jeziora.



3 dni temu byłem na spacerze z dziećmi i Elvisem.

Teraz cała powierzchnia jeziora jest  pokryta liljami.


Jeden dzień w klinice

Samuel, 7-latek z podejrzeniem gruźlicy

6 byków nie pomoże, gdy jeep nie dał rady



Dziś czwartek. Już 8.30 rano, czas wyruszać do pracy.Wsiadamy do naszego jeepa
http://www.youtube.com/watch?v=ZQD3hoPCpTw&feature=player_embedded